Twoje konto
Przykłady: tak wyglądają strony naszych książek
Każda rozkładówka to ilustracja i tekst z prawdziwej książki, tak jak w wydruku. Przy każdej podajemy temat i styl ilustracji. Bohaterami są dzieci twórcy sklepu (za zgodą rodziców) oraz Zosia z książki pokazowej, postać fikcyjna, której zdjęcie wygenerowała AI.

Franuś wziął głęboki oddech i zrobił duży krok w stronę ognia. Usiadł obok taty, blisko ciepła, które przyjemnie grzało mu policzki.
„Jestem odważny!” — powiedział głośno Franuś, mocno trzymając swój patyk.
Tata Konrad uśmiechnął się i przybił z nim piątkę. Amelka klaskała w dłonie, a mama Asia patrzyła z dumą. Płomienie trzaskały cicho, a Franuś czuł się bardzo dzielny.

Franek spojrzał jeszcze raz na małą kometę, która czekała tuż przy oknie. Pomyślał o żółtej gwieździe, do której miała wrócić. Postanowił, że mimo strachu poleci razem z nią przez ciemny pas kamieni.
„Polecimy z tobą, znajdziemy twój dom” — powiedział Franek do komety odważnym głosem.
Tata uśmiechnął się i delikatnie poprowadził rakietę w stronę ciemności. Kometa poleciała tuż obok, świecąc coraz jaśniej z radości.
Franek trzymał się mocno, ale już się nie trząsł.

Przy wybiegu słoni Franek przystanął jak wryty. Ogromne zwierzęta powoli chodziły po trawie, machając uszami. Jeden słoń nabrał trąbą wody i chlusnął nią na siebie.
„Chlup! Popatrz, tato, on się kąpie!” — zaśmiał się Franek, wskazując palcem.
Chłopiec przyłożył lornetkę do oczu, żeby zobaczyć słonia jeszcze bliżej. Tata opowiedział mu, że słonie żyją razem w dużych grupach i pomagają sobie nawzajem.
Franek pomyślał, że słonie muszą być bardzo zgraną rodziną.

Franek wziął głęboki oddech i wyciągnął rękę w stronę dinozaura. Nogi mu trochę drżały, ale nie cofnął się.
„Nie bój się, jestem odważny” — powiedział Franek cicho do siebie, robiąc ostatni krok.
Dinozaur pochylił łeb i delikatnie dotknął dłoni Franka swoim pyskiem. Franek uśmiechnął się szeroko, czując ciepło pod palcami.
Strach zniknął zupełnie.

Słońce świeciło jasno nad ogrodem pełnym kwiatów na skraju magicznego lasu. Zosia trzymała tatę Tomka za rękę i rozglądała się za najpiękniejszym kwiatkiem.
„Tato, popatrz, jaki kolorowy motyl!” — zawołała Zosia, wskazując palcem na niebieskiego motyla nad różowym kwiatem.
Tata uśmiechnął się i przykucnął obok niej, żeby też go zobaczyć. Zosia delikatnie pogłaskała płatek kwiatka, uważając, żeby go nie złamać.
Czuła się szczęśliwa, trzymając tatę za rękę w tym pięknym miejscu.

Pan Adam założył Frankowi mały żółty hełm i zapiął pod brodą. Franek poczuł się wielki i ważny, jakby sam był strażakiem.
„Wyglądasz jak prawdziwy strażak!” — zaśmiał się tata, robiąc zdjęcie telefonem.
Franek stanął prosto i uśmiechnął się szeroko, dumny ze swojego hełmu. Pan Adam pokazał mu też grubą kurtkę strażacką, wiszącą przy ścianie, i wyjaśnił, do czego służy.
Franek chciał zobaczyć jeszcze więcej rzeczy w remizie.

Po długiej jeździe samochodem dotarli do Węgorzewa. Franuś wysiadł i od razu zobaczył wielkie jezioro, które błyszczało w słońcu jak lustro.
„Patrz, Franusiu, tam popłyniemy!” — powiedział tata Konrad, wskazując na przystań.
Franuś mocno złapał tatę za rękę. Woda wydawała się bardzo duża, a mewy głośno krzyczały nad głową. Amelka pobiegła przodem, śmiejąc się i machając do brata.
Nad brzegiem pachniało trawą i świeżą wodą.

Franek zjechał ze zjeżdżalni z głośnym śmiechem i pobiegł prosto do piaskownicy. Wyjął z plecaka swoją nową czerwoną ciężarówkę i postawił ją na piasku.
„Teraz zbuduję wielką górę piasku!” — powiedział do siebie, nabierając piasek łopatką.
Ciężarówka wyglądała pięknie na tle złotego piasku, a Franek wesoło pchał ją tam i z powrotem. Bawił się sam, budując coraz wyższe kopce.
Był bardzo dumny ze swojej nowej zabawki i nie chciał puścić jej z ręki.

Zosia poszła dalej sama, zbierając małe kwiatki do bukietu. Nagle zauważyła maleńkiego świetlika, siedzącego smutno na liściu.
„Dlaczego jesteś taki smutny?” — zapytała Zosia, pochylając się nisko nad liściem.
Świetlik zamrugał swoim małym światełkiem, jakby chciał coś powiedzieć, ale wyglądał na zagubionego i samotnego. Jego światełko świeciło bardzo słabo.
Zosia poczuła, że musi mu pomóc. Usiadła obok niego na trawie i delikatnie wyciągnęła rękę.

Franek dotarł do miejsca, gdzie siedział kotek, i wyciągnął ostrożnie ręce. Kotek zamiauczał cicho i wtulił się w jego dłonie, drżąc lekko.
„Już dobrze, mały, jestem tu” — powiedział Franek spokojnym głosem, mocno przytulając kotka do siebie.
Mimo że wcześniej się bał, Franek nie zrezygnował i wszedł na górę, żeby pomóc. Trzymał kotka pewnie jedną ręką, a drugą mocno chwycił drabinę, schodząc powoli w dół.
Czuł, że zrobił coś naprawdę odważnego.

Świetlik, już rozświetlony i wesoły, poleciał nad kwiatami, szukając drogi do domu. Zosia pomachała mu na pożegnanie, a potem pobiegła z powrotem do taty Tomka.
„Tato, chodźmy jeszcze popatrzeć na motyle!” — zawołała Zosia, podskakując radośnie.
Tata wziął ją za rękę i razem ruszyli ścieżką między kwiatami, w stronę zachodzącego słońca. Zosia niosła resztę swojego bukietu, uśmiechając się do każdego napotkanego kwiatka.
Cały ogród wydawał się jeszcze piękniejszy niż rano.

W drodze powrotnej Franuś zasypiał w samochodzie, mocno przytulając swój ręcznik. Za oknem migały ciemne sosny i cicha woda jeziora.
„Dobranoc, Franusiu” — szepnęła cicho Amelka, siedząc obok niego na tylnym siedzeniu.
Franuś uśmiechnął się sennie, myśląc o statku, ognisku i pieczonych kiełbaskach. Dzień był pełen nowych rzeczy, a on poczuł się bardzo szczęśliwy i bezpieczny obok swojej rodziny.